Są miejsca, do których idzie się nie tylko coś zjeść.
Bardziej coś poczuć. Zwolnić. Posiedzieć chwilę dłużej niż planowaliśmy, zamówić jeszcze kieliszek wina i zostać na deser, którego początkowo nie było w planach. Tak po prostu – dlatego, że dobrze jest być dokładnie tu, gdzie się jest.
Amant wydaje się właśnie takim miejscem. Trochę jak scena z filmu, trochę jak wieczór, którego nie chce się kończyć. Miejscem, które nie próbuje krzyczeć o uwagę, ale zostaje w pamięci przez atmosferę, światło i emocje, które trudno ubrać w konkretne słowa.
Przy okazji współpracy fotograficznej z Amantem zaprosiłam Kasię do rozmowy o początkach tego miejsca, jego charakterze, Krakowie i o tym, dlaczego dziś coraz częściej szukamy nie tylko jakości, ale również emocji, atmosfery i chwil, które pozwalają nam zwolnić.
O początkach Amanta
Każde miejsce zaczyna się od jakiejś historii. Czasem od marzenia, czasem od potrzeby stworzenia czegoś, czego samemu brakuje, a czasem od bardzo konkretnego wyobrażenia – wieczoru, światła i atmosfery, którą chce się dzielić z innymi.
Patrząc na miejsca z charakterem, łatwo zapomnieć, że kiedyś były tylko pomysłem. Kilkoma szkicami, rozmowami prowadzonymi późnym wieczorem i wizją, którą trudno było jeszcze ubrać w konkretne kształty. A przecież właśnie tam zaczyna się każda historia.
Skąd właściwie wziął się Amant? Bardziej z potrzeby, marzenia czy konkretnego braku?
Amant wziął się z potrzeby miłości karmienia.
Co było pierwsze – smak czy wyobrażenie atmosfery?
Atmosfera i smak tworzą miejsce. Smak może wyprzedzić atmosferę. Ale miejsce ze smakiem bez atmosfery, dla mnie może nie istnieć.
Czy od początku wiedziałaś, jaki emocjonalny klimat ma mieć to miejsce?
To miejsce jest dokładnie takie, jakie je czuję. Całkowicie intuicyjne i z serca.
O miejscach, które coś robią z ludźmi
Są wieczory, które pamiętamy dłużej niż inne.
Nie tylko przez smak potraw, ale też przez ludzi, światło, rozmowy i emocje, które im towarzyszyły. Przez ten moment, kiedy ktoś opowiada historię, muzyka cicho wybrzmiewa w tle, a czas na chwilę zwalnia.
Być może właśnie dlatego niektóre miejsca wracają do nas jeszcze długo po wyjściu. Przypominają się niespodziewanie – przy dźwięku konkretnej piosenki, podczas spaceru po mieście albo wtedy, gdy szukamy miejsca na kolejny wyjątkowy wieczór.
Jak chciałabyś, żeby ludzie czuli się po wyjściu z Amanta?
Chciałabym by goście wychodzili syci – nie tylko jedzeniem, ale i dobrymi emocjami. Poczuciem dobra. Uśmiechnięci. Nie ważne, czy sami, czy z kimś, by czuli się jak po dobrym spotkaniu. Czule zaopiekowani.
Co dziś jest większym luksusem – dobre jedzenie czy możliwość bycia naprawdę obecną?
Dla mnie luksus to te dwie rzeczy w parze.
Masz poczucie, że ludzie tęsknią dziś za atmosferą bardziej niż za perfekcją?
Ja tak, myślę, że moi Goście też.

O estetyce i zmysłach
Są miejsca, które pamięta się obrazami. Inne zapachem, muzyką albo sposobem, w jaki wpada do nich światło późnym popołudniem. Takimi detalami, których nie zauważamy od razu, ale które później składają się na wspomnienie.
W Amancie wszystko wydaje się przemyślane, choć nic nie sprawia wrażenia wymuszonego. Atmosfera buduje się tutaj naturalnie – gdzieś pomiędzy wnętrzem, dźwiękami, ludźmi i tym, co pojawia się na stole.
To właśnie te elementy często decydują o tym, czy dane miejsce zostaje z nami na dłużej.
Jak pachnie Amant?
Amant pachnie masłem. Pachnie domem. I wakacjami.
Jaka muzyka najlepiej oddaje jego charakter?
Amanta przeplatają różne style muzyczne – zawsze vintage. Zauważyłam, że Goście najlepiej czują się ze starymi jazzowymi klasykami. Więc to u nas dominująca muzyka. Ważnym elementem jest też muzyka włoska, którą włączam na pełen regulator, kiedy wchodzę rano pierwsza do kuchni. Po godzinach pojawiają się u nas dawni polscy Amanci, z Krzysiem Krawczykiem na czele.
Gdyby Amant był sceną z filmu – co by się tam wydarzyło?
To byłby niekończący się jeden kadr, gdzie ludzie rozmawiają, śmieją się, jedzą, piją i tańczą.
Czy estetyka może wpływać na emocje bardziej niż słowa?
Nie lubię porównań, co bardziej. Bo każde na swój sposób. Estetyka jest być może bardziej stała. Głos zależy od osoby, dnia i towarzyszących mu emocji. Estetyka została nadana intencjonalnie. Głos czasem się uśmiecha, czasem się łamie.
Kraków oczami właścicielki Amanta
Kraków od lat inspiruje artystów, twórców i wszystkich tych, którzy lubią przyglądać się światu trochę wolniej.
Jest w nim coś nostalgicznego, ale jednocześnie bardzo żywego. Coś, co sprawia, że wieczorne spacery bez celu wydają się tutaj całkowicie uzasadnione, a przypadkowo odkryte miejsca często okazują się tymi najciekawszymi.
To miasto pełne kontrastów – pomiędzy historią a współczesnością, spokojem a energią. Być może właśnie dlatego tak dobrze współgra z miejscami, które celebrują codzienne przyjemności i zachęcają do zatrzymania się na chwilę.
Dlaczego właśnie tutaj powstał Amant?
Bo od zawsze sztuka i jedzenie to moje połączenie! Jestem szefową kuchni i malarką. Nie wymyśliłabym dla siebie lepszego miejsca 🙂
Masz poczucie, że Kraków bardziej sprzyja melancholii czy przyjemności?
Znów się zastanawiam, czemu mam wybierać. My, Polacy, wiele przypisujemy pogodzie, więc i na melancholię i na pogodę jest czas. Melancholia bywa przyjemnością 🙂.
Jak chciałabyś, żeby ludzie wspominali wieczory spędzone tutaj za kilka lat?
Pełne śmiechu i tańca. Rozmów do rana. Bliskości. I SMAKU.
O ludziach, którzy nadają rytm miejscu
Ostatecznie jednak każde miejsce tworzą ludzie. Ci, którzy je wymyślają. Ci, którzy codziennie je współtworzą. I ci, którzy przychodzą, zostawiają swoje historie i wracają po kolejne.
Niektórzy pojawiają się tylko raz, inni wracają regularnie i z czasem stają się częścią miejsca równie mocno jak jego wnętrze czy menu. To właśnie dzięki nim restauracje nabierają własnego rytmu i charakteru, którego nie da się zaprojektować.
W jakim kierunku chciałabyś, żeby dojrzewał Amant?
W atmosferze bliskości i swobody. Chciałabym, by ludzie znali się wzajemnie, wracali jak do domu rodzinnego.
Jakiego typu ludzi przyciąga Amant?
Otwartych i ciekawych. Ciepłych.
Jaka była najpiękniejsza reakcja gościa, którą zapamiętałaś?
Łzy wzruszenia. Zawsze mówią najwięcej. I gest podarunku świeżych kwiatów.
Szybkie skojarzenia
Na koniec kilka krótkich zdań.
Amant smakuje jak… wakacje. Takie wakacje u babci, czyli smaki dzieciństwa – u mnie akurat na wsi. I też jak wakacje w moim dorosłym życiu, czyli włoskie wakacje. Amant łączy te dwa smaki.
Kraków nocą to… dla mnie sen z dziećmi, więc nie będę tutaj nocą bardzo kulinarnym ekspertem. 😄 Ale kiedy nie jestem z dziećmi, Kraków nocą to wypady z przyjaciółmi na wino.
Atmosfera zaczyna się od… przywitania. Od tego, jak ktoś Cię przywita uśmiechem, gestem – i tam się zaczyna.
Ludzie dziś najbardziej tęsknią za… autentycznością, taką prawdziwością i spokojem.
Chciałabym, żeby po wyjściu z Amanta ludzie czuli… ugoszczeni, zaopiekowani i zadbani, w pełnym tego słowa znaczeniu.
Na koniec
W świecie, który coraz częściej zachęca do pośpiechu, miejsca takie jak Amant przypominają o czymś prostym: że przyjemność nie musi być spektakularna.
Czasem wystarczy dobre światło, ciekawa rozmowa, ulubiona muzyka i kilka godzin, które nie mają żadnego konkretnego celu.
Może właśnie dlatego tak lubimy miejsca z charakterem. Nie tylko karmią, ale pozwalają też coś przeżyć – choćby zwykły wieczór w środku tygodnia, który nagle staje się trochę bardziej filmowy niż zazwyczaj.


























